Wiadomości i pogoda

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jane. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lutego 2017

Od Jane Cd. Hayden

Posłałam w stronę Haydena radosny uśmiech i rozejrzałam się po pokoju.
- Myślę, że moglibyśmy zacząć od obejrzenia wszystkiego - stwierdziłam. Mężczyzna, zostawiając wcześniej nasze walizki, pokazał mi każdy pokój po kolei. Pomieszczenia domku zachowane były w ciepłych, jasnych kolorach, dzięki którym wydawały się one większe i przytulniejsze. Zapewne nasze zwiedzane trwałoby krócej, gdyby nie moja ciekawość co do większości fotografii powieszonych na ścianach lub przechodzący nam co chwile pod nogami Argon. Ten psiak był wszędzie, widać było, że czuł się tam, jak u siebie w domu. Patrząc na niego i Haydena niekontrolowanie napływały mi do głowy wspomnienia mojego psa. Kąciki moich ust podniosły się do góry na tę myśl.
Kiedy zakończyliśmy zwiedzanie, zasiedliśmy na werandzie z kubkami kawy w rękach. Pomimo częstych łykach ciepłego napoju za każdym razem, gdy mocniej zawiał wiatr robiło mi się coraz zimniej.
- Może wejdziemy do środka? - zaproponował Hayden, zapewne widząc moją drżącą rękę, a ja chętnie przystałam na jego propozycję. Weszliśmy do domu i zajęliśmy miejsca na kanapie w salonie, tuż obok siebie, na tyle blisko, że stykaliśmy się ramionami. Argon wskoczył na moje kolana i położył się na nich, opierając brodę o nogi Hay'a.
- Jesteś przeraźliwie zimna - powiedział, patrząc się na mnie zaniepokojony. Nie zdążyłam nic powiedzieć, a on poszedł do sypialni, w której miałam spać i przyniósł mi ogromny, puchaty koc. Otuliłam się nim, próbując zachować przy sobie jak najwięcej ciepła Wyglądałam zapewne naprawdę komicznie. Mężczyzna włączył telewizor i zapytał mnie co chciałabym obejrzeć, pokazując mi całą gamę filmów.
- Oh, sama nie wiem. - Zamyśliłam się, ale po chwili uznałam, że postawię na film kryminalny.

Hayden?

piątek, 17 lutego 2017

Od Jane Cd. Hayden

Uderzając paznokciami w udo, rozmyślałam nad przedstawieniem, które odegra Hayden. Czy będzie to dramat, czy romans, wiedziałam, że będzie powalające. Od tego mężczyzny z daleka biła pewność siebie, charyzma i eksperiencja w swoim zawodzie. Potrafił niezwykle dobrze grać, co dawało się zauważyć na co dzień. Wzięłam głęboki oddech i kolejny już raz w przeciągu ostatnich dwudziestu minut spojrzałam na wyświetlacz swojego telefonu. Wskazywał on godzinę 9:47, więc pozostało mi jeszcze trzynaście minut do próby Haydena. Wysiadłam z autobusu na następnym przystanku i skierowałam się w stronę teatru.
Stanęłam przed wielkimi drzwiami i popchnęłam je delikatnie, dzięki czemu moim oczom ukazał się długi korytarz, mocno oświetlony promieniami słońca, wpadającymi przez otwarte okiennice.
Podeszłam do ochroniarza, licząc na pomoc w odnalezieniu odpowiedniej sali, jednak ten zajęty był uzupełnianiem czegoś w komputerze, więc zdana byłam na siebie.
Rozejrzałam się bezradnie dookoła, a mój wzrok zatrzymał się na drzwiach z napisem Próby spektakli. Uśmiechnęłam się pod nosem, wchodząc do pomieszczenia. Ukazał mi się średniej wielkości pokój, z wieloma krzesłami ustawionymi przed ogromną platformą. Usiadłam na jednym z nich, obserwując poczynania aktorów. Nie było wśród nich Haydena, więc naszły mnie podejrzenia, że weszłam do nieodpowiedniej sali, jednak po krótkiej chwili na scenie pojawiła się poszukiwana przeze mnie osoba. Hayden ubrany był w czarny garnitur wraz z białym krawatem. Podczas przedstawienia nie potrafiłam oderwać od niego wzroku, był niezwykle pociągający. Zresztą on również, za każdym razem, gdy wygłaszał jakąś kwestię, patrzył się prosto na mnie, co mogłam usprawiedliwić sobie nieobecnością na sali nikogo, prócz aktorów i mnie.
Sztuka zakończyła się w mgnieniu oka, przynajmniej tak mi się wydawało, dopóki nie spojrzałam na zegarek, który wskazywał piętnaście minut po jedenastej. Aktorzy ukłonili się, a ja zaczęłam klaskać, co zostało skwitowane radosnymi śmiechami i kilkoma uszczypliwymi komentarzami. Hay dyskretnie uśmiechnął się do mnie i zaprosił gestem na scenę. Momentalnie się rozpromieniłam i energicznym krokiem pokonałam dzielącą nad odległość.
- Jak ci się podobało? - spytał, kiedy byłam już wystarczająco blisko, aby zagłuszyć gwar panujący wokół nas.
- To było niesamowite - przyznałam, rozglądając się dookoła. - Pomyśleć, że jeszcze przed chwilą rozgrywała się tu scena masowego morderstwa. - Hayden parsknął pod nosem na moją uwagę, zwracając na siebie uwagę kilku osób, przez co spuściłam głowę i zarumieniłam się. Niezwykłe, że miałam odwagę podejść do obcego mężczyzny, aby zapytać się o psa, ale kiedy kilka osób zwróci ku mnie wzrok od razu się peszę.

Hayden? 

niedziela, 22 stycznia 2017

Od Jane Cd. Hayden

Dni mijały mi bardzo szybko, nie obejrzałam się nawet, a już był piątek. Obudziło mnie głośne pukanie do drzwi. Niespodziewany i dość natarczywy gość nie dawał mi spokoju i po pięciu minutach wciąż stał pod drzwiami, pukając z tą samą zawziętością. Podniosłam się, zawinęłam szlafrokiem i podreptałam do drzwi, a gdy je uchyliłam, moim oczom ukazał się wysoki mężczyzna, którego imię najchętniej bym dawno zapomniała. Johnatan Mason. Mój ojciec, we własnej osobie! Niezwykłe, że nie potrafił znaleźć numeru mojego telefonu, aby złożyć mi życzenia urodzinowe, ale odnalazł mój adres.
- Jak miło znowu cię zobaczyć, Jane - ojciec uśmiechnął się przychylnie i bezczelnie próbował mnie odsunąć, aby wejść do mojego mieszkania, jednak odepchnęłam go, obrzucając zimnym spojrzeniem.
- Jesteś żałosny - warknęłam przez zaciśnięte zęby. Niewiele brakowało, a rzuciłabym się na niego, za co zapewne odsiedziałabym paręnaście lat w więzieniu.
- Nie przywitasz się z tatusiem? - wyszczerzył się złośliwie, widząc narastającą we mnie złość.
- Jeśli przez 10 minut się nie ulotnisz, wezwę policję. - Nim mężczyzna zdążył cokolwiek dodać, z impetem zamknęłam mu drzwi prosto przed nosem.
Wzięłam kilka głębszych oddechów i wróciłam do sypialni, dobierając sobie kilka wygodnych ubrań, w które szybko się przebrałam. Przeszłam do kuchni, w której zrobiłam sobie naleśniki. Usiadłam przy stole i trzymając w ręku telefon, zajadałam się śniadaniem.
W pewnym momencie mój telefon zaczął wibrować, a na wyświetlaczu wyświetliło się imię. Hayden.
- Halo? - doszedł do mnie lekko zaspany, jednak dalej tak samo ciepły głos właściciela uciekiniera, którego odnalazłam w parku.
- Dzień dobry - powiedziałam, uśmiechając się pod nosem.
- Cześć, chciałem się dopytać, co do naszego jutrzejszego wyjazdu. - Przerwał mu głośny szczek Argona, którego uciszył subtelnym Zamknij się, rozmawiam. - Kiedy moglibyśmy wyruszyć?
- Nie mam dzisiaj żadnych projektów do wykonania, więc jeśli nic dzisiaj nie robisz, to moglibyśmy wyjechać jeszcze dzisiaj - zaproponowałam i podniosłam się, odkładając talerz do zlewu.

Hayden? Przepraszam, że tak długo, ale szkoła to okropne stworzenie, żywiące się moim czasem :c

sobota, 14 stycznia 2017

Od Jane Cd. Hayden

Rzuciłam okiem na kartkę z numerem telefonu chłopaka. Uśmiechnęłam się szeroko, widząc jego czerwone policzki.
- Zdzwonimy się w piątek - powiedziałam i odwróciłam się, machając Haydenowi na pożegnanie.
Kiedy wróciłam do domu, zadzwoniłam do Rona i umówiłam się z nim na spotkanie. Nie widziałam się z bratem już od kilku tygodni. Położyłam się na kanapie, włączając telewizję. Usłyszałam ciche przekręcanie się klucza w zamku i już po chwili rzucił się na mnie mój ukochany brat, przez co zgięłam się w pół i upadłam na ziemię, śmiejąc się z niego.
Nasze spotkanie minęło bardzo szybko, niestety już o dwudziestej Aaron musiał wrócić do domu, aby skończyć projekt.
Wykąpałam się, przebrałam w piżamę i usiadłam na łóżku, zaczynając czytać kolejną część swojej ulubionej książki. Nawet się nie obejrzałam, a już było trzydzieści po drugiej, więc usiadłam do komputera i rozpoczęłam, trzecią już w tym tygodniu, próbę stworzenia czegoś sensownego, dla nowego klienta. Niestety po dwóch godzinach nieudolnego tworzenia wyłączyłam komputer i położyłam się do łóżka. Zamknęłam oczy, próbując zasnąć, jednak momentalnie do mojej głowy zaczęły napływać obrazy minionego dnia. Radosnego Argona i czerwieniącego się Haydena. Kąciki moich ust uniosły się do góry na to wspomnienie. 
Po kilku minutach uznałam, że skoro i tak nie zasnę, to napiszę do Haydena, że w weekend bardzo chętnie pojadę z nim i Argonem nad jezioro. Wysłałam wiadomość i usiadłam na oknie, otwierając je na oścież. Wzięłam głęboki oddech, delektując się rześkim, porannym powietrzem. Wzięłam do ręki książkę i ponowiłam czytanie lektury.

Hayden?

Od Jane Cd. Hayden

Momentalnie się rozpromieniłam. Hayden podszedł do lady, aby zapłacić, a ja w tym czasie zajęłam się głaskaniem Argona. Pies łasił się do mnie i prawie że wszedł mi na kolana, gdyby nie stanowcza komenda swojego pana. Wyszliśmy z kawiarni i skierowaliśmy się w stronę schroniska, a gdy weszliśmy do środka, blondyn przywitał się ze stojącym przy kasie szatynem. Mężczyzna był nad wyraz wysoki, choć nie jestem chyba dobrą osobą do oceniania wzrostu, posiadając niespełna metr siedemdziesiąt. Sprzedawca podał mi rękę i przedstawił się jako Mason. Przyglądając się mu, stwierdziłam, że pasuje ono do niego. Z zewnątrz wygląda chłodno i gdybym to jego psa miała odnaleźć w parku, zapewne nie odważyłabym się nawet podejść, jednak tak naprawdę jest on bardzo miłym facetem w średnim wieku.
We trójkę podeszliśmy do ,,pomieszczenia'' dla szczeniaków, które było płotkiem, mającym jakieś pół metra. W środku bawiły się cztery śliczne, malutkie szczeniaczki, co chwile podgryzając siebie nawzajem. Nie potrafiłam nie rozpłynąć się na ten widok. 
- Śliczne, prawda? - usłyszałam tuż obok siebie głos Haydena. Zaśmiałam się, kiwając twierdząco głową. 
Pogłaskałam zwierzaka za uchem i usiadłam przy nich, biorąc jednego na kolana. Blondyn usiadł obok mnie, a ja rozejrzałam się za Masonem. Wrócił on na przód schroniska i rozmawiał z kolejną osobą.
- Nie myślałaś nigdy, żeby przygarnąć jakiegoś zwierzaka? - spytał Hayden, zwracając wzrok w moją stronę.
- Ostatnimi czasy jakoś nie narzekałam na brak towarzystwa, ze względu na pracę, która zmusza mnie do pracy w grupie, ale kiedy teraz o tym myślę, to będę musiała się zastanowić nad przygarnięciem jakiegoś psa - powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko, widząc co wyprawia kundelek. Przygryzał mi palec, słodko powarkując.

Hayden?

Od Jane Cd. Hayden

Zaśmiałam się pod nosem, słysząc ton głosu Haydena. Nie wiedziałam, czemu był on tak bardzo zdenerwowany, przecież to tylko spodnie.
Uniosłam wzrok, kiedy były one już prawie suche. Na szczęście miałam dziś na sobie czarne jeansy, więc nie było na nich kompletnie żadnego śladu. Widząc wzrok blondyna, uśmiechnęłam się pocieszająco i obserwowałam, jak mężczyzna wyciera stół, zagryzając dolną wargę.
- Proszę cię, nic się nie stało. Bardziej przejęłam się Argonem niż swoimi spodniami. - Uniosłam do ust kubek z gorącą czekoladą, a następnie podniosłam się i podeszłam do lady, aby poprosić kelnera o kilka dodatkowych chusteczek, dla mojego niezdarnego kolegi. Wróciłam z nimi do stolika i jeszcze raz dla pewności przetarłam stół, a następnie wyrzuciłam zużyte chusteczki do najbliższego kosza.
Zajęłam miejsce przy stoliku i skrzyżowałam spojrzenie z prawie że czerwonym ze wstydu Haydenem.
- Przepraszam, naprawdę nie chciałem wylać na ciebie tej kawy - powiedział po chwili ciszy, na co wywróciłam oczami. Nie mogłam już dłużej tego słuchać.
- Czy jeśli ja wyleję na ciebie kawę, to będziemy kwita i przestaniesz mnie przepraszać? - spytałam i zacisnęłam wargi, dzięki czemu wyglądałam na głęboko zamyśloną.
Blondyn zaśmiał się głośno, zwracając na siebie uwagę kilku klientów. Uśmiechnęłam się, widząc, że poprawiłam mu humor. Nieczęsto mi się to zdarza, zważając, że to moi przyjaciele zazwyczaj muszą mi go poprawiać.
Po moim pytaniu atmosfera rozluźniła się i wróciliśmy do rozmowy, którą przerwał dzwoniący telefon. Wzięłam komórkę do ręki i spojrzałam na wyświetlacz, na którym widniało pięcioliterowe słowo. Jedno z najpiękniejszych słów, jakie mogłam w tym momencie zobaczyć - Aaron.
Jednak mimo że czekałam na ten telefon od tygodni, nie odebrałam i napisałam tylko krótką wiadomość, że oddzwonię do niego.
- Przepraszam, musiałam odpisać - odparłam delikatnie zmieszana. Na twarzy blondyna pojawił się przyjemny uśmiech, którego trudno było nie odwzajemnić.

Hayden?

Od Jane Cd. Hayden

Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc bijącą od blondyna więź z Argonem. Obserwując ich, na myśl przyszedł mi Axel, mój zmarły pies, którego straciłam mając 7 lat. Nie sądziłam, że kiedyś zdołam jeszcze choćby pomyśleć o nowym czworonogu, a podczas tak krótkiego spaceru przez moje myśli przewinęło się kilka takich możliwości. Co by było, jakbym przygarnęła do siebie jakiegoś zwierzaka? Musiałabym najpierw porozmawiać z właścicielem budynku, czy jest to w ogóle możliwe i dopiero później zacząć dopuszczać do siebie taką możliwość. Nie chciałabym na darmo zbierać w sobie nadziei.
- Dziękuje, to bardzo miłe - powiedziałam, przeglądając kartę, leżącą przede mną. Uniosłam wzrok, obserwując mężczyznę. Wpatrzony był w jedno miejsce za oknem. Zwróciłam swoje spojrzenie w tamtą stronę i zobaczyłam małe schronisko, umieszczone na skrzyżowaniu ulic. Kolorowe ściany dodawały mu uroku i przyciągały wzrok przechodniów, wywołując uśmiech u większości małych dzieci, które radośnie przyglądały się małym kotkom, bawiącym się kłębkami wełny. Kąciki moich ust delikatnie uniosły się do góry.
- Hayden? - odparłam naglę, zwracając na siebie uwagę mężczyzny. - Odchodząc od tematu psów, bo chyba wypytałam cię już o wszystko, co było możliwe. Interesujesz się czymś szczególnym?
Blondyn zamyślił się, a ja czekałam cierpliwie. W międzyczasie podszedł do nas kelner, a gdy odszedł, spisując nasze zamówienia na kartce, Hayden zabrał głos:
- Jestem aktorem, więc moje zainteresowania kręcą się głównie wokół mojej pracy. Bardzo lubię również czytać, często zabieram ze sobą książki, aby czytać w przerwach między próbami. Jestem również ogromnym miłośnikiem mojego psa, ale to już zapewne wiesz. - Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, a na jego policzkach pojawiły się delikatne dołeczki. - A ty, Panno Jane?
Swoim wzrokiem jeszcze raz wróciłam w stronę schroniska, a następnie skrzyżowałam swoje spojrzenie z mężczyzną.
- Jestem fanką motoryzacji, oglądam dużo seriali i pracuję jako grafik komputerowy, utrzymując dzięki temu swoje małe mieszkanie w bloku. Uwielbiam również zwierzaki, co zapewne nietrudno zauważyć. No i lubię znajdywać psy w opuszczonych kamienicach, choć parki też są całkiem ciekawym miejscem.

Hayden?

czwartek, 12 stycznia 2017

Od Jane Cd. Hayden

Przeczesałam palcami kasztanowe włosy, zmierzwione przez silny wiatr. Idąc alejką pełną drzew, zastanawiałam się nad nowym projektem, którego formularz dzisiaj rano przysłał mi szef. Od zawsze pałałam niechęcią do wykonywania zamówień i spełniania zachcianek klientów, jednak od momentu, kiedy wyprowadziłam się od brata, nie mogłam wybrzydzać i musiałam brać cokolwiek, co da mi jakikolwiek zarobek. Szybkim ruchem wyciągnęłam z uszu słuchawki, z których wydobywały się delikatne dźwięki muzyki klasycznej, której ostatnio zdarza mi się słuchać. Do moich uszu dotarło dość głośne szczekanie. Skierowałam się w stronę hałasu, a już po chwili moim oczom ukazał się duży, biało-brązowy spaniel, radośnie biegnący w moją stronę. Na szczęście w odpowiednim momencie udało mi się odskoczyć, inaczej zostałabym zapewne powalona na ziemię. 
- Co ty tutaj robisz? - spytałam psa, który, stojąc tuż obok mnie, energicznie merdał ogonem. Pies szczeknął w odpowiedzi, a ja kompletnie bezradna rozejrzałam się dokoła. Nie widać było żadnej żywej duszy, a co dopiero człowieka, szukającego swojego czworonoga. 
Złapałam zwierzaka za obrożę i krążyłam po parku, nie wiedząc, co dokładnie mogłabym z nim zrobić. Mimo że psy nie kojarzyły mi się zbyt dobrze, nie potrafiłam go tak po prostu zostawić, w środku parku, przywiązanego do jakiegoś drzewa.
Odwróciłam się z zamiarem zajęcia miejsca na najbliższej ławce, kiedy do moich uszu dotarło głośne Czy nie widział pan może tego psa?. Mój wzrok od razu zwrócił się w stronę wysokiego blondyna, stojącego przy starszym, prawie że siwiejącym mężczyźnie. Blondyn, widząc zdezorientowanie przechodnia, okrążył go i usiadł na ławce, ukrywając twarz w dłoniach. Podeszłam do niego cicho, dalej trzymając obrożę psa między palcami.
Hmm, przepraszam, to jego pan szukał? - powiedziałam cicho, jednak mimo to nieznajomy podniósł wzrok. Uśmiechnął się radośnie na widok psa, który wskoczył swojemu panu na kolana, słysząc swoje imię.
Zaśmiałam się radośnie i odwróciłam, z zamiarem powrotu do domu i ponownego zatopienia się w czytelniczym świecie, jednak los miał chyba inne plany, dotyczące mojego popołudnia, ponieważ po chwili do moich uszu dotarł donośny głos właściciela psa, wołającego mnie. Zdezorientowana stanęłam w miejscu i zwróciłam wzrok w kierunku blondyna.
- Dziękuję bardzo. Nie wiem, jak mogę ci się odwdzięczyć. Może...może kawa? - odparł, krzyżując nasze spojrzenia. Dopiero teraz dostrzegłam, że ma on błękitne oczy. Niebieski kolor tęczówek kojarzył mi się jedynie z jedną osobą - moim bratem. Przeszły mnie ciarki, dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak dawno nie widziałam Aarona, jednak, mimo wyrzutów sumienia, postanowiłam odłożyć to na później.
- Bardzo chętnie - powiedziałam z delikatnym uśmiechem.

<Hayden?> 

*przepraszam, że tak krótko, ale chciałam to dzisiaj wstawić c:*

sobota, 31 grudnia 2016

Jane Mason

Imię i nazwisko: Jane Mason
Głos: Sofia Karlberg 
Życie: 

  • Wiek: 22 lata
  • Płeć: Kobieta
  • Data Urodzin: 7 lipca
  • Orientacja: Biseksualna
  • Praca: Jest grafikiem komputerowym, jednak zaocznie ściga się w wyścigach.

Cechy Charakteru: Dziewczyna pozytywnie nastawiona do życia, która prawie zawsze chodzi uśmiechnięta. Oczywiście umie stać się poważna, kiedy trzeba. Sympatyczna, miła i inteligentna, lubi zawierać nowe znajomości. Ma poczucie humoru, często jest tajemnicza i skryta. Jest czuła, opiekuńcza i wrażliwa, przez co nawet najmniejsza błahostka może ją zranić. Czasem miewa gorsze dni, czuje się ona wtedy kompletnie niepotrzebna i zazwyczaj zaszywa się wtedy w czeluściach swojej sypialni i nie wychodzi spod kołdry, dopóki ten stan nie minie. Zwykle przychodzi do niej wtedy jej starszy brat i poprawia jej humor swoimi beznadziejnymi żartami, które ,,bawią'' tylko ją. Jest typem osoby, która często pomaga, nawet gdy nie umie. Nie jest organizacją charytatywną i nie rozrzuca miłością na każdego. Wie, kiedy się zakocha, a kiedy czuje, że to zwykła przyjaźń. Nie lubi natrętnych żartów i kpin. Oczywiście to nie znaczy, że zachowuje się jak sierota. Umie zapluć jadem. Nienawidzi istot sztywnych. Najczęściej występują w niej odwaga, cisza i przyjaźń. Zawsze te cechy ma w sobie i dlatego jest właśnie taką, a nie inną mieszanką wybuchową. Lubi z kimś pogadać, ale nie lubi rozmawiać o tym samym cały czas. Ma też swoje marzenia i swoje własne, dziwne uczucia.
Aparycja: To dość niska (168 cm nie robi na nikim wrażenia…), bardzo szczupła osoba. Ma nienaturalnie jasną cerę, ach, i nie ukrywajmy, całą karnację. Nie umie się opalić, choć plusem jest to, że nigdy nie dostaje od tego poparzeń. Ładny. Lekko zadarty nos, jasne, wypukłe usta, które jako jedyne często maluje. Chociaż najczęściej i tak są to przeźroczyste pomadki. Ma smukłe, delikatne dłonie z krótko obciętymi paznokciami, które zazwyczaj maluje na czarno, bądź czerwono. Zazwyczaj nosi też kilka pierścionków – najczęściej czarnych z różnymi kamieniami szlachetnymi, które znalazła w szkatułce prababci. Włosy ma ciemne, lekko się falujące, są dość długie, gdyż sięgają do pasa. Istną katorgą jest ich prostowanie, co i tak po 20 minutach idzie na marne. Na ogół gustuje w czarnych i białych podkoszulkach i niedopasowanych koszulach. Nie jest zbyt oryginalna, jeśli chodzi o ubiór, lubi po prostu klasyczne ubrania.
Partner: Posłużę się jakże wygodnym cytatem: ,,Potrzebuję mężczyzny z krwi i kości, a nie jakiegoś chłopczyka, który będzie robić podchody i będzie bał złapać mnie za rękę. Chce mężczyzny, który będzie wiedział czego chcę, który pewnie obejmie mnie i pocałuje tak, że zmiękną mi kolana''
Rodzina: Ojciec - Johnatan, matka - Rosemary, starszy brat - Aaron, którego często nazywa Ronem, czego on istnie nienawidzi.
Historia: Już na początku swojego życia Jane miała pod górkę - jej rodzice rozwiedli się, kiedy miała 5 lat. Oczywiście nastał czas dawania prezentów, miłości i przytulasów, jednak nie trwało to długo. Po około roku Jane stała się ,,przedmiotem''. Przestała obchodzić rodziców, tak samo, jak jej brat. Od tamtego czasu razem z Aaronem zaczęli wychowywać się sami. W tamtym okresie Ron, zamiast chodzić na imprezy i ćpać z kolegami, opiekował się siostrą, pomagał jej robić pracę domową i odprowadzał do szkoły. Odpędzał potencjalnych zalotników, co na początku było dla Jane ogromnym wstydem, jednak teraz, kiedy jest już dorosła, każdego dnia dziękuje bratu za to, jak wiele dla niej zrobił. Rodzeństwo wyprowadziło się od rodziców, kiedy tylko Aaron uzyskał pełnoletność. Nie sprzeciwiali się oni, gdy chłopak pewnego dnia spakował walizki i bez słowa wyprowadził dziewczynę z domu, przeprowadzając się do dopiero co kupionego mieszkania. Na początku było im ciężko. Musieli pracować na swoje utrzymanie, ale po pewnym czasie Ron dostał pracę w firmie, o której zawsze marzył i po kilku miesiącach dostał awans na kierownika. Jane zaczęła wykonywać zlecenia jako grafik i dzięki zarobionym pieniądzom udało jej się kupić własne mieszkanie.
Inne:
• Stroni się od alkoholu, nie pali papierosów i ogólnie jest ,,czysta''. Od zawsze nienawidziła wszelkiego rodzaju używek.
• Będąc małą dziewczynką Jane miała psa, był to jeden z ważniejszych członków jej rodziny, do chwili, kiedy pijany kierowca przejechał na czerwonym świetle, jednocześnie potrącając zwierzaka. Od tamtego momentu boi się przygarnąć jakiekolwiek zwierze pod swój dach.
• Ma duże prawdopodobieństwo zachorowania na cukrzycę, ze względu na to, iż większość starszych członków jej rodziny na nią choruję.
Zwierzak: -
Kontakt: Elizka [howrse.pl] kamilaq1976@gmail.com [e-mail]
Mieszkanie: [1] [2]
Jest to małe, przytulne mieszkanie, zdecydowanie wystarczające dla tak małej osoby. W salonie znajduje się dodatkowe łóżko, specjalnie dla jej pisarskich zapędów. Dziewczyna bardzo często się tam ukrywa przed światem. Sypialnia jest odgrodzona od połączonego ze sobą salonu i kuchni rozsuwanymi drzwiami, dzięki czemu ma wszędzie blisko.