Wiadomości i pogoda

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sui. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sui. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lutego 2017

Od Sui CD Jagna

Ziewnęłam przeciągle, nie wierzyłam że ktoś mógł mi przeszkodzić o Tak nieludzkiej porze ! ... Słysząc ponownie pukanie do drzwi, spojrzałam na zegarek.
Oj tak, piętnasta na zegarze to zdecydowanie, za wcześnie ! Cała noc na pracy nad książką...jęknęłam boleśnie przeciągając się leniwie. I dopiero przy kolejnym pukaniu do drzwi, stwierdziłam że może jednak warto już wstać i chociaż sobie śniadanie zjeść. Wstałam i skierowałam się do drzwi, bowiem ktoś kto stał za nimi wciąż dawał o sobie znać. Stęknęłam ponownie i podeszłam, otwierając, cóż nie miałam z tym problemu by otworzyć drzwi tuż po wstaniu z łóżka gdyż padłam na nie tak jak byłam ubrana dnia poprzedniego.
-Jaaagnaa...-Przeciągnęłam, tej nadpobudliwej osoby spodziewałam się najmniej. Już miałam pytać o co chodzi, ale z jej następnymi słowami zorientowałam się, że dziś przypada data jej wizyty u moich roślinek. Nie zapraszałam jej ! Kiedy tylko otworzyłam drzwi, uśmiechnęła się szeroko i sama weszła, goszcząc się jak u siebie. Nie przepadałam za nią, ale była jedyną istotą którą znosiłam na dłuższą metę - bo nie musiałam się przy niej odzywać, sama potrafiła dokończyć każdy dialog jaki napoczęła, jako ta nadpobudliwa osoba. Westchnęłam ciężko, nie pamiętam momentu kiedy się z tą hiperaktywną dziewczyną zaznajomiłam, musiało to być jednak baardzoo dawnoo. Tak samo, jak baardzo daaaleeeko, był w tej chwili dla mnie ekspres do kawy.
-Wiesz...-Ziewnęłam potężnie, szykując sobie litrowy kubek do kawy. -Miałam ostatnio, tydzień urlopu to wszystko nadrobiłam...

<Jagna ?>

piątek, 17 lutego 2017

Od Sui Cd Aron

Rozmawiało mi się z nimi naprawdę miło, szkoda jednak że jedynie o pracy. Cóż, z drugiej strony nie miałam po prawdzie o czym rozmawiać, bo nie znałam życia poza pracą.
Kiedy zostałam, z Aronem sam na sam złożyłam elegancko dłonie z przodu i opuściłam nieśmiało głowę rumieniąc się nieco.
Uśmiechnęłam się, delikatnie kiedy przygotowałam sobie wypowiedź.
-To Ja powinnam podziękować, tym przypadkowym spotkaniem nie tylko poprawiliście mi nastrój z "dobrego" na "bardzo dobry", ale również urozmaiciliście mi dzisiejszy dzień, który niechybnie skończyłby się dobre czterdzieści minut temu i wróciłabym do pracy nad książką. -Schyliła lekko głowę, we wdzięcznym geście. -Mało się odzywałeś podczas rozmowy, mam nadzieje, że Cię nie zanudziłyśmy ?  -Zapytałam, sama się dziwiąc że takie słowa wypadły z moich ust, nie planowałam się o to pytać. Choć w istocie, zauważyłam jego małomówność.
-Nie, nie zanudziłyście. Miło się słucha opinii specjalisty, który jest na miejscu zdarzenia. -Powiedział z uśmiechem.
Cofnęłam się o krok i dygnęłam.
-Nie sądziłam, że jestem tak poczytna i że ktoś zwraca uwagę na moje nazwisko pod artykułami. -Dodałam, podnosząc oczy na jego twarz uśmiechnęłam się kącikiem ust. W trakcie rozmowy, o kilku koncertach padły informacje o tym, iż On pisał teksty utworów. Rzadko się zajmowałam, takimi sprawami - nie przepadałam, za chodzeniem po koncertach, trudno się temu dziwić. -Następnym razem, polecę koledze, by wspomniał o Tobie w artykule, który będzie pisał o "Daimo of prince". -Widząc jego spojrzenie, schowałam głowę bardziej w ramionach opuszczają spojrzenie. -Nie mam na myśli nic złego, po prostu... Po prostu uważam, że osoby pracujące na "zapleczu", są często pomijane. W mojej ocenie jest to nie fer, a ludzie powinni wiedzieć kto stoi za sukcesem "znanych osób".  -Wytłumaczyłam swoje słowa, wyciągając z małej torebki dopiętej do paska sukienki wizytówkę i podałam mu. -Jak będziesz w nastroju by opowiedzieć o swojej pracy, daj znać to umówię Cię z kolegą. -Dygnęłam z godnie na starą modę, żegnając się z Aronem. -Miłego dnia.
I poszłam do siebie, trochę dziś się w moim życiu wydarzyło...nie planowanych rzeczy, mimo to uśmiechnęłam się. Dawno nie bawiłam się, Tak dobrze.
Z lubością zdjęłam z siebie sukienkę i w czymś luźnym przygotowałam posiłek, nucąc coś zastanawiałam się, czy nie zaadoptować jakiegoś zwierzaka typu rybka czy żółwik. Kiedy jednak mój wzrok padł na prawie wyschniętą rosiczkę, stwierdziłam, że to nie jest najlepszy pomysł...

<Aron ? >

środa, 8 lutego 2017

Od Sui

 Wniosek urlopowy...
Przyznam się szczerze, po przeżytym wstydzie przyda mi się urlop który spędziłabym w jakieś samotni. Poszłam do naczelnika, składając odpowiednie papiery.
-A tak dobrze Ci szło, miałem dla Ciebie kolejny wywiad...-Westchnął. Ciarki mnie przeszły jak o Tym usłyszałam. Nie chciałam, nie mogłam...Nigdy w życiu więcej, nie wezmę takiego zlecenia.-No ale cóż, i najlepsi muszą kiedyś odpocząć, no nie ? -Zapytał i podpisał zatwierdzając mi przyjęcie urlopu.
Odetchnęłam z ulgą, skłoniłam się.
-Dziękuję panu. -Powiedziałam i wyszłam oby szybciej. Cóż aby uzyskać stan samotni nie musiałam wyjeżdżać, wystarczyło mi zrobić stosowne zakupy na dwa najbliższe tygodnie i wrócić do pracy nad książką, którą zaniechałam już dobre...ee...trzy dni temu. - Westchnęłam, patrząc bez namiętności, na mijających mnie ludzi. Stwierdziłam, że moje życie jest pozbawione smaku...uśmiechnęłam się jednak do siebie. Przecież tak powinno być nie ? Może to nie ja miałam puste życie, tylko Ci co pozornie mieli wszystko. Ci co mieli wszystko podane na złotej tacy, w drodze z redakcji wpadłam jeszcze na ciastko, tym razem bez nerwów czy pośpiechu. Tak po prostu usiadłam pod swoją ulubioną ścianą, która była osłonięta od reszty sali. Z resztą...i tak by nikt nie patrzał na jakiś tam kąt, w którym siedzi biała dama, mojego pokroju.
*~* 
Wchodząc do domu, z siatami pełnymi zakupów, odetchnęłam patrząc niemal z czułością na ciemne mieszkanie, z zasłoniętymi jak zwykle - wszystkimi oknami. Kiedy okazało się, że nie mam miejsca na nic, i muszę zrobić generalne porządki... Westchnęłam ciężko, nijak nie chciało mi się tego robić. Postanowiłam więc zjeść na mieście, skoczyłam więc na sushi. Dawno na nim nie byłam, a przydałby mi się odmiana poza zupami z proszku czy pudełka. Założyłam cieplejszą kurtkę, cóż w końcu było to późne popołudnie, w środku zimy. Słońce już zachodziło, a ja przeszłam się spacerkiem. Mijając szklane wystawy, przepełnione już serduszkowym i niekiedy cudacznym asortymentem w kolorach czerwieni i bieli, myślałam że wyłożę się na chodniku. - Ostatnim razem, gdy wyszłam sobie od tak na miasto, zwracając uwagę na wystawy było w okresie świątecznym, kiedy to wszystkie roiły się od choinek, bombek i tego typu śmieci. Do czternastego była długa droga, ale ja już teraz postanowiłam sobie kupić, maskotkę misia o śnieżnej barwie, i pudełko bombonierek. Wszystko rzecz jasna z napisem " I Love You"  - Mogłam powiedzieć to do czekoladek, i sushi, które właśnie otrzymałam. Z lubością wzięłam się za "normalny" posiłek, jednocześnie postanawiając sobie że od jutra wezmę się za sprzątanie. ...
Nie dziwcie się, widoki migdalących się par, nie należały do moich ulubionych. Mogłam im oczywiście zazdrościć, ale wyrosłam już z tego i było mi to obojętne. Ale zawsze, jakimś cudem dotykała mnie aura tego całego święta, czego dowodem był pluszowy miś i czekoladki.
Odłożyłam oba fanty, do szafki, w której zbierały się wszystkie prezenty, które sobie kupiłam. Nienaruszone były jedynie te walentynkowe. Te które kupiłam na Wielkanoc, otwierałam w Wigilie, zaś te które kupiłam na boże narodzenie, o ile się nie pod psuły i nie miałam komu ich podrzucić, otwierałam w swoje urodziny.
Miałam pewien schemat, zawsze kupowałam jakąś maskotkę której jeszcze nie mam, i która aktualnie była w modzie oraz bombonierkę, której jeszcze nie jadłam. - Jakby czekoladką coś się stało, zawsze mogłam oddać ją z pluszakiem dla kogoś z redakcji gazety. Jeżeli struł się czekoladkami, mógł pocieszyć się misiem.
Sprawdziłam jakie filmy lecą, tego czternastego lutego. Same romansidła...postanowiłam, że kupię bilet na komedie która już kończy swoją karierę w kinach. Miałam pewność, że jak zwykle będzie mało osób i będę się dławić pocornem ze śmiechu. Zakup biletów miał być również, nagrodą za posprzątanie mieszkania. Stojąc u drzwi, pokiwałam głową, przyznając sobie racje że słusznie zrobiłam planując się wynagrodzić na najbliższy tydzień....

~~~~
Nie mogę napisać ktokolwiek, więc Aron ? No chyba, że nie będziesz mieć ochoty, w tedy :
Jagna ?

czwartek, 19 stycznia 2017

Od Sui


Zazwyczaj nie musiałam wychodzić z domu, by napisać jakiś artykuł dla luksusowej gazety, teraz jednak musiałam posiłkować się czymś więcej niż książki i informacje zawarte w internecie. Musiałam umówić się z kimś, kto miałby trochę czasu i pracował dla kryminalnych.

-Diabli by wzięli, te głupie puste babki... Nie mogą lubić innych tematów ? -Zaszlochałam, tuląc się do poduszki. Musiałam jednak wziąć się w garść, jedno spotkanie nie mogło mnie przecież zabić. Redaktor był dla mnie tak wyrozumiały, że załatwił mi kogoś od kryminalnych i to Kobietę ! To zdecydowanie ułatwiało mi pracę oraz ograniczało ilość obowiązkowych rozmów do minimum. Odetchnęłam i podeszłam do szafy.

-Nawet nie wiem, w co się ubrać na spotkanie z kimś. -Westchnęłam żałośnie. Aż w końcu decyzja padła, na koszulkę, ale kimono, tylko bez rękawów i miniówkę zakrywającą pół uda. Wszystko w kolorach bieli i czerni. Do tego zrobiłam sobie dwa kucyki. Wychodząc, wzięłam laptopa, i udałam się w umówione miejsce.






Czyli do mojej ulubionej, cichej kawiarni. Redaktor powiedział, że przekazał kryminalnej, iż z łatwością mnie pozna. A jak, Ja poznam Ją ? - Byłam pół godziny przed czasem, więc zamówiłam swoje ulubione ciastko i herbatę.

Odpaliłam laptopa, by sprawdzić w ogóle o czym ma się toczyć rozmowa.
Dowiedziałam się, że moja rozmówczyni nazywa się Vanessa Hope. Stwierdziłam, iż do takiej pracy ma niezłe nazwisko. Kiedy spojrzałam na to, jakie pytania mam jej zadać myślałam, że zapadnę się pod ziemię.

Poza ogólnym dowiedzeniem się, na czym polega, praca kryminalnych miałam się dowiedzieć czy: "Nasze czytelniczki pytają się, czy Ci wszyscy fajni chłopcy są gejami, czy rzeczywiście tak dbają o swoją kondycję ?". Pokręciłam mocno głową, zwyczajnie nie mogłam o to spytać. No bo jak ? Ja! Osoba, dopadnięta fobią społeczną, lubiąca osamotnienie. Miałam nie dość, że zrobić artykuł z wywiadem, to jeszcze pytać o takie głupoty.
Postanowiłam, że spytam inaczej: "Czy w policji kryminalnej, jest przewaga któreś płci i czym jest to uwarunkowane. " . Tak to zdecydowanie było lepsze pytanie. W ogóle zaczęłam poprawiać te bzdurne pytania, nerwowo patrząc na zegarek, a do ciastka zamówiłam kawę, a herbatę odstawiłam na bok.

"Czy podniecają panią, koledzy z pracy ?" - Rany Chrystiana Andersena. Następnym razem, sprawdzę pytania, od redaktora, a nie z zaufaniem idę. -Westchnęłam, poprawiłam to na: "podoba się pani ta ciężka praca ?"

To chyba było, ostatnie głupie pytanie.
Zresztą, na więcej i tak nie miałam czasu, kawę wypiłam, a obok mnie stanęła pewna kobieta.
Jeżeli jest tam coś nieodpowiedniego, to się powieszę. - Stwierdziłam w myślach.

<Vanessa ?>

niedziela, 15 stycznia 2017

Od Sui

Eh, dzień jak co dzień. Postawiłam kropkę, po zakończonym zdaniu i przecierając się, ziewnęłam, odrywając w reszcie wzrok od monitora, padłam tak, jak siedziałam na materac, po chwili wpatrywania się w sufit zamknęłam oczy.
Kiedy je otworzyłam, zegar na ścianie wybijał melodyjnym dźwiękiem piątą. Przeciągnęłam się jak leniwe kocie. Wstałam w reszcie z łóżka, okna w pokoju były zasłonięte, grubą, ciemnofioletową zasłoną, więc nie widziałam nawet promieni słońca. Zdziwiłam się, kiedy stwierdziłam, że nie chce mi się już spać.
Wstałam więc, aby wziąć prysznic i doprowadzić się do ładu. Podeszłam do lodówki, kiedy ją otworzyłam, okazało się, że nie mam w niej nic prócz masła. Mogłam zrobić sobie chleb z samym masłem, ale nie miałam żadnego pieczywa ani niczego na wzór.
Podeszłam laptopa, odpalając go i ponownie zasiadając. Pisałam, kolejny artykuł i to bez przerwy przez...eee... nie miałam pojęcia, jak wiele godzin minęło, od czasu kiedy zaczęłam pisać, do momentu zakończenia pracy.
Mój wzrok opadł, na prawy dolny róg ekranu. Wpatrywałam się w niego przez dłuższy moment, by zaraz się poderwać i wciągnąć na siebie.




Wyszłam, szybko i skierowałam swój krok do redakcji, z laptopem pod pachą. Było po siedemnastej, miałam jedynie pół godziny, by dostać się na miejsce. Słońce oślepiło mnie na początku, nie wychodziłam od ostatniego tygodnia.
*
Moje spotkanie z naczelnym, trwało niemal do dwudziestej. Kiedy wyszłam, z redakcji poczułam, jak bardzo głodna jestem. Ruszyłam w kierunku ulubionej kawiarni, w której nigdy nie było dużego tłoku, więc nie musiałam martwić się o to, czy ktoś mnie zaczepi.

<Jasper Ryan Pine?>

sobota, 14 stycznia 2017

Sui Yowane

Imię i nazwisko: Sui Yowane
Życie:
  • Wiek: 26 lat
  • Płeć: kobieta
  • Data Urodzin: 21 listopada
  • Orientacja: heteroseksualna
  • Praca: Pisarz, dorywczo - dziennikarz. (Pisze artykuły, na zadany temat, więc nie musi gonić za politykami) 

Cechy Charakteru: Sui łatwo doprowadzić do płaczu. Jest strasznie nieśmiała do kontaktów z innymi, i posiada wiele kompleksów, (głównie o swoich białych włosach). Mimo swoich kompleksów i nieśmiałości, lubi się wyróżniać, choć sama twierdzi, że sposób jej noszenia się odstrasza ludzi oraz potencjalnych adoratorów dzięki czemu ma spokój. 
Aparycja : 163cm wzrostu, waga około 60 kg. Fiołkowe oczy, jasna cera, drobna postura. Zazwyczaj chodzi ubrana jak Gotha. 
Partner: Na razie brak, ale skrycie kogoś pragnie...
Rodzina: Nie posiada jest sierotą. 
Historia: Oddana do sierocińca została niemal po urodzeniu, z powodu swoich śnieżnych włosów została odtrącona od wszystkich. Zawsze marzyła o Tym aby, zaistnieć ze swoim delikatnym acz pięknym głosem na scenie, ale nigdy nie miała dość odwagi. Jaj przygoda z pisaniem, zaczęła się już w sierocińcu, kiedy przyszło ogłoszenie z wydawnictwa, o najlepsze opowiadanie dotyczące samotności. Nagrodą było trochę pieniędzy dla sierocińca i uzupełniona biblioteka. Nikt nie brał Sui pod uwagę, a wręcz kpiono z niej, kiedy wyraziła swoją chęć zaistnienia. Więc cichcem napisała kilku stronicowe opowiadanie, i potajemnie oddała jurorom. Wygrała, ale zrażona zachowaniem wszystkich co do swojej osoby, poprosiła jednego z oceniających, by nie mówili kto jest autorem. I tak też się stało, Po ukończeniu osiemnastego roku życia, z radością opuściła sierociniec. Nie mając większego pomysłu, na życie i pamiętając o swoim talencie pisarskim, który szlifowała od momentu wygrania konkursu, zatrudniła się w gazecie aby pisać artykuły. Później wyszła jej pierwsza powieść "Córka w Bieli", która okazała się niezłym hitem i od tamtej pory, szlifuje następną powieść jednocześnie pracując dla gazety. 
Inne: |x| |x| 
Ciekawostki : Uwielbia ciastka z kremem (najlepiej jagodowym) i sake. Jest Gothką. 
Zwierzak: Brak. 
Kontakt: (Howrse) Asterix Amelia (mail) AsterixAmelia@wp.pl (Fb) Anna-Kiler (pisarz)
Mieszkanie: Schludnie prowadzone, jedno pokojowe, z kuchnią i łazienką. Wszędzie jednak w ciemnych barwach.