Wiadomości i pogoda

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hayden Ch.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hayden Ch.. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 lutego 2017

Od Haydena Cd. Jane

Cieszyłem się, naprawdę niezmiernie się cieszyłem, że Jane spodobał się nasz spektakl. Często ktoś wpadał na próby - rodzina, czy przyjaciele innych aktorów byli stałymi bywalcami, ale nigdy tak bardzo nie zależało mi na czyjejś opinii.
- Chyba możemy już jechać - powiedziałem, przeczesując jeszcze wzrokiem pomieszczenie. Wolałem upewnić się, że wszystko załatwiłem, bo jakoś nie uśmiechało mi się z samego rana jechać do teatru na próbę, o której bym nie wiedział.
- Dobra, Hay, wynoś się. Należy ci się, stary, odpocznij trochę na tej randce - mruknął mój przyjaciel, i jednocześnie scenograf, klepiąc mnie w plecy. Wywróciłem oczami, po czym posłałem mu mordercze spojrzenie. Mężczyzna parsknął, po czym wskazał mi ręką drzwi. Nie zwracając na niego uwagi, zawołałem Argona, a pies po chwili wydreptał z kobiecej garderoby, gdzie, jak zwykle, wszyscy go miziali i drapali za uszkiem. Kucnąłem przy spanielu, by zapiąć mu smycz.
- Okej, no więc teraz już naprawdę możemy jechać - uśmiechnąłem się, powoli ruszając w stronę drzwi. Wyszliśmy z teatru i skierowaliśmy się w stronę parkingu, gdzie stał mój czarny pickup. Otworzyłem dziewczynie drzwi, wpuściłem spaniela do bagażnika, po czym sam  zająłem miejsce za kierownicą.
- Nie boisz się, że wypadnie? - zapytała Jane, marszcząc brwi i wskazała ręką na bagażnik. - Albo wyskoczy?
- Nie, Argon zawsze tam jeździ, bo nie lubię jak kręci mi się na przednim siedzeniu - odparłem i włączyłem samochód, by móc już jechać.

**

Zaparkowałem samochód na leśnej ścieżce, wśród największych i najgęściej ułożonych drzew. Podróż zajęła nam godzinę, może dwie,
- Musimy trochę przejść, ale to już niedaleko - powiedziałem, posyłając dziewczynie uśmiech.
- Ruszajmy więc - zaśmiała się. Odpiąłem smycz Argonowi, by mógł sobie pobiegać, a spaniel od razu ruszył w stronę dobrze znanego mu domku. Ruszyliśmy za psem.
- Hayden? - zapytała Jane. Spojrzałem na nią, unosząc pytająco brew. - Mogę wiedzieć dlaczego nazwałeś psa argon? To takie trochę...nietypowe imię.
-Cóż, z wykształcenia jestem chemikiem, skończyłem studia chemiczne i naprawdę bardzo to lubię. A argon to pierwiastek chemiczny, dokładniej gaz szlachetny leżący w grupie osiemnastej i okresie trzecim. - odparłem. - A co do wyboru akurat argonu, to sam nie wiem. Po prostu mi pasowało, fajnie się wymawia.
Po parunastu minutach zza drzew zaczął wyłaniać się nieduży budynek zrobiony z drewna. Uśmiechnąłem się pod nosem, widząc domek, który dostałem po tacie - wiązało się z nim tyle miłych wspomnień. Argon siedział już na progu, drapiąc jedną łapą drzwi.
- Wow, jak tu ładnie - powiedziała Jane, przyglądając się otoczeniu. Faktycznie, budynek stał na zielonej polance okraszonej białymi kwiatkami i  otoczonej ze wszystkich stron wysokimi drzewa. Słychać było cichutki szum strumyka.
Podszedłem do drzwi i przekręciłem stary kluczyk w zamku, by je otworzyć.
- Zapraszam - uśmiechnąłem się, otwierając dziewczynie drzwi. Wszedłem do budynku za nią. - Zaprowadzić cię od razu do pokoju, w którym będziesz spała? Czy najpierw wolisz coś zjeść, albo cokolwiek innego?

< Jane?>

niedziela, 15 stycznia 2017

Od Haydena Cd. Jane

Po powrocie do domu nie miałem zbyt dużo do roboty. Usiadłem przed telewizorem, poprzeglądałem jakąś gazetę, zjadłem odgrzany obiad, który zamówiłem dzień wcześniej - rutyna. Moje życie kręciło się tylko wokół teatru, a gdy odwoływali próby, zwyczajnie się nudziłem.
Gdy dochodził wieczór, postanowiłem wziąć dłuższą kąpiel. Przekręciłem kurek, a już po chwili do wanny lała się ciepła woda. Dodałem parę kropelek olejku o zapachu fiołków. Cudowna woń rozlała się po całym mieszkaniu. Ach, jak ja kochałem fiołki.
-Wyjdź, Argon, bo będę się czuł nieswojo w twoim towarzystwie-mruknąłem w stronę leżącego na dywaniku spaniela. On tylko przekręcił głowę w bok, jakby nie rozumiał, o co mi chodzi. Westchnąłem i wywróciłem oczami.-Stary, ja będę nagi, no weź, idź sobie.
Argon niechętnie wstał i poczłapał w stronę salonu, a ja w spokoju mogłem wejść do wanny. Gdy już leżałem w ciepłej wodzie, zatapiając się w dźwiękach muzyki klasycznej, dochodzącej ze stojącego w rogu radia, w mojej głowie pojawiły się wspomnienia z dzisiejszego dnia. Mimowolnie uśmiechnąłem się na myśl o Jade. Naprawdę ją lubiłem, co przejawiało się przyjemnym ciepłem, wypełniającym mnie od środka. Przymknąłem powieki, by całkowicie się zrelaksować.

**

Obudził mnie dźwięk przychodzącej wiadomości. Nie miałem pojęcia, która była godzina, ale na pewno bardzo wczesna. Westchnąłem głośno, przykrywając głowę poduszką. Przeklinałem w myślach moment, w którym stwierdziłem, że nie będę wyciszać na noc telefonu, bo i tak nikt do mnie nie zadzwoni.
-Argon, weź sprawdź, kto to-mruknąłem, bo, mówiąc szczerze, mój umysł jeszcze spał. Potrzebowałem paru minut, żeby zorientować się, że kazałem swojemu psu sprawdzić, kto pisał. Westchnąłem cicho, policzyłem do trzech i wstałem, by wziąć komórkę, która leżała na szafce. Przetarłem oczy, po czym odblokowałem telefon. Pierwsze rzuciła mi się w oczy godzina - 5:28. Od razu znienawidziłem osobę, która mnie obudziła, bo wiedziałem, że już nie zasnę. Jednak gdy sprawdziłem wiadomości, cała złość ze mnie wyparowała. To Jane - napisała, że bardzo chętnie wybierze się ze mną i z Argonem nad jezioro. Uśmiechnąłem się pod nosem i szybko odpisałem jej, że bardzo się cieszę, bo faktycznie tak było. Dawno nie cieszyłem się tak bardzo.

Jane?

sobota, 14 stycznia 2017

Od Haydena Cd. Jane

Argon usiadł obok mnie i bacznie przyglądał się szczeniakom. Gdy jeden z nich do mnie podszedł, a ja wziąłem do na ręce, Spaniel zerwał się na nogi i zaczął warczeć, mrużąc oczy.
-Stary, daj spokój, nie żal ci takich sierotek?-zapytałem, wskazując na zwierzątka. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że mogłem wyjść na jakieś dziwaka, rozmawiając ze swoim własnym psem.
Na całe szczęście dzięki moim słowom Argon się uspokoił i z powrotem usiadł, by patrzeć z odrazą na szczeniaki.
-Twój pies bardzo cię lubi-zaśmiała się Jade, przyglądając się warczącemu cicho Argonowi. Zmierzwiłem sierść na głowie psa, a on spojrzał na mnie wzrokiem pełnym wyrzutu. Kątek oka dostrzegłem, że dziewczyna unosi wysoko szczeniaka i promiennie się do niego uśmiecha. Boże, jak ona kochała zwierzęta! Ta miłość biła od niej na kilometr!
-Wybacz, Hay, ale musicie wyjść. Mam ważną sprawę do załatwienia-mruknął lekko zdenerwowany Mason, wchodząc do pomieszczenia. Uniosłem pytająco brwi, dając mu do zrozumienia, że mogę mu jakoś pomóc, jeśli tylko chce. Mężczyzna jednak pokręcił przecząco głową, a ja nie miałem nic innego do zrobienia, jak wzruszenie ramionami. Podałem Masonowi dłoń na pożegnanie i wyszedłem ze schroniska razem z Jade.
Stanęliśmy na chodniku i nagle nastała nieprzyjemna cisza, przerywana tylko przez ciche jęki Argona, który chciał iść już do domu. Nie wiedziałem, jak mam się pożegnać z dziewczyną, bo...bardzo chciałem jeszcze kiedyś ją spotkać. Polubiłem ją. Może to dziwne, bo nie znałem jej długo, ale naprawdę ją lubiłem.
-Dzięki za miłe południe, Hayden-odezwała się jako pierwsza, posyłając mi ciepły i promienny uśmiech, który po raz kolejny rozgrzał mnie od środka.
-Nie, to ja ci dziękuję. No i jeszcze za znalezienie Argona, naprawdę dziękuję-odparłem. Jade już wyglądała, jakby chciała odejść, ale zatrzymałem ją swoim głosem.-Eee...Jade, jakbyś chciała się jeszcze kiedyś spotkać, to dzwoń.
-Ale nie mam twojego numeru-zaśmiała się, przez co zarumieniłem się jeszcze bardziej. Szybko wcisnąłem rękę do kieszeni i wyciągnąłem jakiś świstek, na którym szybko napisałem ciąg cyfr. Wręczyłem papierek dziewczynie.
-Wybacz, że na jakimś świstku, ale nie miałem niczego innego...No więc, w weekend jadę z Argonem nad takie jezioro, całkiem niedaleko. Wiesz, to rasa myśliwska, więc musi się czasem wybiegać. Jakbyś chciała, to możesz jechać z nami...Jakbyś chciała.

Jade?


Od Haydena Cd. Jane

Nie byłem zły, że dziewczyna komuś odpisała, bo wiedziałem, że mogło to być jakieś ważne połączenie.
Całe nasze spotkanie minęło w bardzo przyjemnej atmosferze - Argon już nikogo nie zaatakował, a ja nie wylałem na Jane kolejnej kawy. Zauważyłem, że dziewczyna co jakiś czas spoglądała w stronę niedużego schroniska, znajdującego się po drugiej stronie ulicy. Należało do mojego dobrego przyjaciela, czasami tam chodziłem i bawiłem się z małymi kotkami, one są takie urocze!
-Jane?-zapytałem, zwracając tym na siebie uwagę dziewczyny. Uniosła pytająco brew - zapewne zrobił to odruchowo.-Widzę, że zaciekawiło cię to schronisko.
-Tak, wygląda całkiem uroczo z tymi kolorowymi ścianami-odparła, przygryzając dolną wargę. Uśmiechnąłem się pod nosem, patrząc na skupioną dziewczynę. Wyglądała, jakby chciała wypatrzyć każdy, nawet najmniejszy, szczegół tamtego budynku.
-Wiesz, prowadzi je mój znajomy, jak chcesz, możemy tam podejść-powiedziałem i posłałem jej ciepły uśmiech. Nagle się ożywiła i spojrzała na mnie wzrokiem, w którym tańczyły blade iskierki ekscytacji.-Mają tam dużo małych kotków i piesków. Są kochane.
-Naprawdę?-zaśmiała się, bo cóż, prawie trzydziestoletni facet cieszący się jak dziecko na myśl o kotkach i pieskach, musi wyglądać głupio. Po raz kolejny tego dnia się zarumieniłem, przez co poczułem się jeszcze głupiej. Dawno, bo od rozstania z Sophią, nie byłem z jakąś kobietą na kawie, jedynie z koleżankami z teatru. Unikałem płci pięknej, bo obawiałem się, że każda z nich jest taka sama jak moja była narzeczona.
-Więc...jeśli tylko byś chciała, to już zapłacę i możemy tam podejść-mruknąłem i to wyjątkowo cicho, jak na mnie. To było naprawdę dziwne - zwykle nikogo się nie wstydziłem, bo dobrze znałem swoją wartość. A w Jane miała w sobie coś, co mnie onieśmielało, ale i sprawiało mi przyjemność równocześnie.

Jane?

Od Haydena Cd. Jane

Zaśmiałem się cicho pod nosem, spuszczając wzrok, gdy dziewczyna wspomniała o znajdowaniu psów, co były wyraźnym nawiązaniem do ucieczki Argona. Poczułem, że na moje policzki powolutku wlewa się rumieniec, więc zmieniłem temat.
-Grafik komputerowy? Podziwiam cię, moje umiejętności w tym kierunku kończą się na uruchomieniu Gimpa. Dalej już sobie nie radzę.
To, co powiedziałem, wyraźnie rozbawiło dziewczynę, bo z trudem tłumiła śmiech. Czułem się trochę dziwnie, ale pod tym dobrym względem. Nie odczuwałem dyskomfortu, który zwykle towarzyszył mi przy poznawaniu nowych ludzi - po prostu dobrze rozmawiało mi się z tą dziewczyną, a atmosfera, według mnie, była naprawdę bardzo miła.
-Trening czyni mistrza, ja też kiedyś zaczynałam od włączania Gimpa-powiedziała, po czym posłała mi ciepły uśmiech, który przyjemnie rozgrzał mnie od środka. Nagle do moich nozdrzy dostał się przyjemny zapach świeżej kawy, a już po sekundzie napój stał przede mną. Kelner przyniósł nam nasze zamówienia, a gdy odchodził, niechcący nastąpił na ogon leżącego Argona. Spaniel natychmiast zerwał się na nogi, głośno warcząc, a ja, równie wystraszony jak kelner, lekko podskoczyłem, po czym chwyciłem smycz psa, który gotowy był do ataku. Gdy nerwowo ruszyłem ręką, przewróciłem filiżankę z kawą, a napój tak niefortunnie się rozlał, że dosięgnął nóg siedzącej naprzeciwko mnie Jane. Nie miałem pojęcia, co najpierw zrobić - uspokoić psa, czy pomóc dziewczynie. Na całe szczęście Argon ułatwił mi podjęcie decyzji, bo przestał warczeć, łypnął groźnie na kelnera i z powrotem się położył.
-Boże drogi, Jane, tak bardzo cię przepraszam-jęknąłem, patrząc wystraszonym wzrokiem na szatynkę, która chusteczką wycierała swoje spodnie. Cały czar tego spotkania nagle prysł, a przynajmniej w moim odczuciu. Chyba jeszcze nigdy nie było mi tak głupio, jak wtedy. Nie miałem zielonego pojęcia, co robić w takiej sytuacji, a to dobijało mnie jeszcze bardziej.

<Jane?>

czwartek, 12 stycznia 2017

Od Haydena Cd. Jane

Przypiąłem Argonowi smycz, którą na wszelki wypadek zabrałem ze sobą. Podszedłem do dziewczyny, która w jednej sekundzie stała się moją największą bohaterką, a spaniel spokojnie dreptał sobie za mną. Naprawdę nie potrafiłem słowami wyrazić mojej wdzięczności. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby Argonowi coś się stało i to przeze mnie.
-Hayden-przedstawiłem się, a dziewczyna leciutko ścisnęła moją dłoń. Posłałem jej delikatny i może trochę niepewny uśmiech. Cóż, rzadko zawiązywałem nowe znajomości, a zwłaszcza na środku parku. Nie byłem duszą towarzystwa, wolałem siedzieć w zaciszu własnego domu, popijając kawę i gładząc miękką sierść spaniela.
-Jane-odparła i uśmiechnęła się dużo pewniej. Czułem się troszkę niezręcznie, ale starałem się to ukryć, jak tylko potrafiłem. Hej, w końcu byłem aktorem! Argon zamerdał ogonem i polizał moją dłoń, którą odruchowo wytarłem z obrzydzeniem.
-No więc...znam bardzo dobrą kawiarnię, gdzie wpuszczają też psy, więc możemy się tam wybrać-powiedziałem, przyglądając się dziewczynie. Jane poprawiła swoje kasztanowe loki i po raz kolejny się uśmiechnęła, jakby wyczuwała moje zmieszanie i chciała dodać mi trochę otuchy. Poczułem, jak rumieniec wlewa się na moje policzki, przez co zdenerwowałem się jeszcze bardziej. Cholera jasna.
-Prowadź-odpowiedziała, po czym ruszyliśmy przed siebie, w stronę centrum miasta. Już po paru minutach zauważyłem, że odeszło ode mnie uczucie dziwnego dyskomfortu, a z Jane rozmawiało mi się naprawdę dobrze. Naszym, póki co, jedynym tematem były psy. Dziewczyna pytała, gdzie kupiłem Argona, jakiej jest rasy i jak długo już go mam. Zwierzak za każdym razem, gdy usłyszał swoje imię, merdał wesoło ogonem, przez co z twarzy Jane nie schodził uśmiech.
Zajęliśmy nieduży stolik na samym końcu kawiarni. Uważałem, że nie mogliśmy znaleźć lepszego miejsca - było cicho i przyjemnie. Przeczesałem dłonią swoje blond włosy, po czym otworzyłem kartę dań, czekającą spokojnie na klientów.
-Nie krępuj się, zamów wszystko, na co masz ochotę. Ja zapłacę, w końcu muszę się jakoś odwdzięczyć za znalezienie Argona-powiedziałem i spojrzałem na dziewczynę z wdzięcznością. Miałem ochotę w kółko jej dziękować, bo naprawdę nie poradziłbym sobie bez mojego spaniela, a ona jako jedyna zwróciła na niego uwagę. Mówiąc szczerze, byłem naprawdę zawiedziony postawą ludzi, którzy akurat wtedy znajdowali się w parku. Nie wykazywali nawet grama zainteresowania Argonem, mimo że prawie błagałem o pomoc.

<Jane?>



środa, 11 stycznia 2017

Od Haydena

Promienie jesiennego słońca wpadły do mojego mieszkania przez uchylone okno. Mruknąłem z niezadowolenie i odwróciłem się na drugi bok, przykrywając głowę kołdrą. Już miałem ponownie oddać się w słodki objęcia Morfeusza, ale nagle zdałem sobie sprawę z tego, że jest już poranek. Natychmiast wyskoczyłem z łóżka i zbiegłem ze schodów prowadzących na antresolę. Nie zauważyłem Argona leżącego na przedostatnim stopniu, przez co potknąłem się i z hukiem upadłem na podłogę. Zakląłem cicho pod nosem, ale nie chcąc tracić czasu, szybko się podniosłem i od razu ruszyłem do łazienki.
Byłem już spóźniony...i tu bardzo spóźniony. Dochodziła dziewiąta, a ja w teatrze miałem stawić się o siódmej. Kląłem w kółko pod nosem, gdy wciągałem na siebie spodnie i poprawiałem fryzurę. Ostatnio spóźniałem się cały czas i denerwowałem tym wszystkie osoby w teatrze. Miałem problemy ze snem, więc kładłem się spać bardzo późno, co skutkowało spaniem do południa.
-Argon, stary, wytrzymaj bez jedzenia do południa, błagam cię!-zawołałem do spaniela, który ze schodów przeniósł się na sofę. Spojrzał na mnie tak, jakby całkowicie rozumiał moją sytuację, za co tak bardzo go lubiłem.
Szybko wybiegłem z mieszkania, a już po paru minutach pędziłem w stronę teatru. Jednak gdy skręcałem w kolejną alejkę, coś mnie zatrzymało. Wróciłem myślami do momentu, w którym wstałem, a później się myłem, ubierałem i wychodziłem. Coś mi się nie zgadzało - brakowało jakiegoś jednego elementu.
"Hayden, idioto, nie zamknąłeś drzwi do mieszkania!" - zawołał mój wewnętrzny głos, przez co natychmiast odwróciłem się na pięcie i pobiegłem z powrotem do bloku.
Drzwi faktycznie były uchylone, ale nie miałem czasu sprawdzać, czy nikt przez ten czas się nie włamał. W sumie - nie miałem tam nawet nic ważnego. Wsunąłem klucz w dziurkę i go przekręciłem.

**

Po dwudziestu minutach stanąłem przed dębowymi drzwiami prowadzącymi do teatru. Przełknąłem ślinę ze zdenerwowania, bo wiedziałem, że bez krzyku się nie obejdzie. Pchnąłem wrota, jak to zwykle mawiano na wejście do budynku, i wszedłem. O dziwo dyrektor nie skrzyczał mnie już na wstępie, lekko się zdziwiłem, ale wzruszyłem ramiona i poszedłem dalej, w stronę sceny,
-Hayden, co ty tu robisz?-usłyszałem za sobą męski głos. Odwróciłem się, a moim oczom ukazał się nieduży mężczyzną z długą rudą brodą. Ben, nasz woźny!
-Przyszedłem na próbę.
-Nie ma dziś próby, stary, Kath się rozchorowała, a co to za próba bez głównej aktorki-Ben spojrzał na zegarek i zmarszczył brwi.-No i bez głównego aktora, bo próba rozpoczęłaby się dwie i pół godziny temu, Hayden.

**

Wróciłem do mieszkania. Z jednej strony się cieszyłem, bo nikt na mnie nie nakrzyczał, a z drugiej nie, bo każda próba była ważna, a zwłaszcza przed tak dużym przedstawieniem. Westchnąłem i wsadziłem klucz do dziurki, by po chwili otworzyć drzwi.
-Argon, chodź kochany, dam ci jedzonko trochę wcześniej!-zawołałem i skierowałem się do szafki, w której trzymałem psią karmę. Nasypałem trochę do miski i położyłem ją na podłodze. Jednak pies nie przyszedł. Zacząłem go nawoływać - jednak na marne. Po spanielu ani widu, ani słychu. W jednej sekundzie znalazłem się przy swoim laptopie i wydrukowałem pierwsze lepsze zdjęcie psa, jakie tam znalazłem. Po raz kolejny wybiegłem nerwowo z mieszkania, tym razem pamiętając o drzwiach. Pomknąłem do parku, do którego tak często chodziliśmy na spacer. Podchodziłem do każdego człowieka i wciskałem mu przed nos zdjęcie Argona, pytając, czy gdzieś go nie widział. Niestety - nikt w ogóle go nie poznawał. Zrezygnowany usiadłem na ławce i ukryłem twarz w dłoniach. Spaniel był moim jedynym przyjacielem i...czułem, że rozumiemy się bez słów. Już nigdy nie osiągnąłbym z żadnym innym psem takiej więzi.
-Hmm, przepraszam, to jego pan szukał?-usłyszałem kobiecy głos. Podniosłem głowę, a przed sob ujrzałem Argona merdającego wesoło ogonem. Jego czarną obrożę trzymała niezbyt wysoka dziewczyna o brązowych lokach, z nieśmiałym uśmiechem na twarzy.
-ARGON!-zawołałem, a spaniel wskoczył mi na kolana. Z czułością zmierzwiłem miękką sierść na jego głowie.-Stary, już nigdy mi tego nie rób, okej?
-Cieszę się, że mogłam pomóc-dziewczyna ponownie się odezwała, po czym odwróciła się i ruszyła przed siebie - w swoją stronę.
-Hej, poczekaj-zawołałem za nią, może odrobinkę za głośno. Odwróciła głowę i nieśmiało na mnie spojrzała, jakby nie była pewna, czy mówię do niej.-Ugh, dziękuję bardzo. Nie wiem, jak mogę ci się odwdzięczyć. Może...może kawa?

<Jane?>

Hayden Christensen

Imię i nazwisko: Hayden Christensen
Głos: Hayden Christensen 
Życie:

  • Wiek: 27 lat
  • Płeć: mężczyzna 
  • Data Urodzin: 19 kwietnia
  • Orientacja: heteroseksualny
  • Praca: Pracuje jako aktor w niedużym teatrze.

Cechy Charakteru: Haydena może wyróżniać niezwykłe poczucie własnej wartości, co często odbierane jest jako egocentryzm. Ludziom wydaje się, że mają do czynienie z najbardziej narcystycznym i aroganckim mężczyzną na świecie, ale są w wielkim błędzie. Pewność siebie a arogancja to dwie różne rzeczy, które jednak dzieli bardzo cienka granica.
Mężczyzna zawsze dąży do wyznaczonego sobie celu, chodźmy idąc po trupach. Zwykle nie przejmuje się, co pomyślą, czy powiedzą, o nim inni ludzie, więc robi to, na co ma ochotę. Nie jest osobą skorą do rozmów, a co gorsza, do poznawania innych. Nie przepada za ludźmi, więc stara się ograniczać wszelkie kontakty towarzyskie, przez co rzadko można go spotkać na jakimś koncercie albo na imprezie. Wyznaje zasadę, że każdy człowiek jest egoistą, póki nie zaspokoi swoich potrzeb, więc rzadko rwie się do pomocy, chyba że ktoś naprawdę jej potrzebuje.
Hayden zawsze będzie się bronić i nigdy nie pozwoli się poniżyć. Jest naprawdę inteligentny, więc wie, że najlepszą bronią są słowa, którymi potrafi doszczętnie każdego zniszczyć. Nie boi się mówić tego, co myśli, choćby jego poglądy były całkowicie sprzeczne z poglądami całego świata. Po prostu zawsze kroczy przed siebie, patrząc na ludzi z góry. Nigdy nie ufa komuś, kogo nie zna, choćby wyglądał na najmilszą osobę na tej planecie. Hayden dobrze wie, że nie można oceniać książki po okładce.
Nic w życiu nie przychodzi łatwo, więc wszystko, co Hayden ma, zdobył dzięki ciężkiej pracy. Każde powierzone mu zadanie wykonuje z największą starannością.
Aparycja: Hayden jest wysokim i dobrze zbudowanym mężczyzną. Ma niezbyt krótkie blond włosy, które zwykle układa na bok, a gdy są ścięte - do góry. Bardzo ładnie wyglądają, bo towarzyszą im błękitne oczy, które mimo swego piękna, są zimne jak lód. Gdy bardziej się przyjrzymy - na twarzy mężczyzny możemy dostrzec nieduży zarost, który Hayden i tak stara się jak najbardziej maskować. Christensen ma zwykle znudzony wyraz twarzy lub po protu patrzy na wszystko z wyższością, przez co nie wygląda zbyt przyjaźnie.
Partner: Dokładnie cztery lata wcześniej Hayden miał dziewczynę - nawet narzeczoną, z którą planował wspólne życie. Niestety dziewczyna go zdradziła, a mężczyzna od tego czasu unika bliższych kontaktów z kobietami.
Rodzina: Przyrodnia siostra - Charlotte, matka, z którą Hayden nie utrzymuje kontaktu i ojczym. Ojciec mężczyzny nie żyje.
Historia: Hayden urodził się w Kanadzie, a dokładniej w Vancouver. Gdy miał cztery lata, do jego domu dotarła informacja, że ojciec chłopaka zginął w katastrofie samolotu. Od razu wyprowadzili się do kochanka matki, z którym kobieta niedługo po tym miała kolejne dziecko - córkę Charlotte. Hayden wychowywał się z przyrodnią siostrą, którą bardzo kochał. Gdy miał czternaście lat, odkrył w sobie aktorski talent. Jego największym marzeniem stało się granie na deskach najlepszych teatrów świata, bowiem chłopaka nie ciągnęło do kina. Niestety ojczym za wszelką cenę podcinał nastolatkowi skrzydła, ponieważ wiązał jego przyszłość z kontynuacją jego firmy. Skończyło się na rękoczynach, które Hayden przeżywał przez trzy lata. Gdy miał dwadzieścia lat, wyszedł z domu z jedną walizką i już nigdy nie wrócił.
Gdy miał 21 lat poznał wspaniałą dziewczynę, Sophię. Czuł. że to prawdziwa miłość i wiedział, że chce spędzić z tą kobietą resztę życia. Oświadczył się jej, planowali już ślub, ba, mieli nawet ustaloną datę! Jednak pewnego dnia, gdy Hayden wrócił z pracy wcześniej, w sypialni zastał swoją narzeczoną z innym mężczyzną. W tym dniu ich związek się rozpadł.
Inne:
-Nie przepada za orzechami.
-Potrafi śpiewać i tańczyć, przez co często osadzają go w musicalach.
-Preferuje szatynki i brunetki.
-Nigdy nie jeździł konno i nie zamierza, bo nie lubi koni.
-Jego ulubiony kolor to szary.
-Uwielbia czytać książki, zwłaszcza te z gatunku fantastyki naukowej.
-Jest bardzo dobry z chemii, fizyki i biologii, więc gdy kiedyś ledwo wiązał koniec z końcem, udzielał korepetycji z tych przedmiotów.
-Boi się latać samolotem.
-Jego największym marzeniem dalej jest granie na deskach najlepszych teatrów, ale przekonał się do kina, więc w dobrym filmie również chętnie zagra.
Inne zdjęcia: |x| |x| |x|
Zwierzak: Argon
Kontakt: Howrse - Kocica123876
DoGGi - Kajtusiowa
gmail - lukey.5.sos.family@gmail.com
Mieszkanie: Nieduże mieszkanie z antresolą.